poniedziałek, 11 listopada 2013

"Smyrnięcia historii": Nicola Samorì i jego malarskie roztapianie przeszłości


Na pewno kojarzycie ten moment. Zwłaszcza ci z was, którzy przeszłością zajmują się znacznie częściej, niż tylko od święta. Mnie dopada on często, mimo to za każdym razem skóra lekko mi cierpnie. Jest w tym coś delikatnie przerażającego. Biorę, powiedzmy, epitafium takie-a-takie (bo aktualnie nadal z epitafiami tańcuję i długo jeszcze tańcować będę), patrzę na podobiznę fundatora, raz grubego, raz chudego, blondyn, brunet, czasem posiwiały, zwykle z tonsurą (bo kanonicy), nosy proste, kluskowate, zakrzywione; no więc patrzę na te ręce złożone, na te oczy wpatrzone i nagle następuje ten moment, w którym pojawia się myśl tak oczywista, że aż mi wstyd, że w ogóle do mnie przyszła. Oczywista oczywistość sprawia, że przez sekundę jest mi jakoś tak dziwnie i niewygodnie.

Matko przenajświętsza, przecież oni istnieli naprawdę.

A więc wdeptujemy w cudze życia, wierząc w to, że są to naprawdę te życia faktycznie przeżyte, a nie tylko nasze niedoskonałe ich projekcje. Mam nagle poczucie, że gołymi rękami babram w jakiejś żywej, krwistej, pulsującej tkance. Wtedy myślę sobie jeszcze, że wszystko to odbywa się na zasadzie "coś za coś": owszem, ja się w was babram, moi drodzy-od-450-lat-nieżywi, ale i wy zabieracie mi pokaźną część żywota. Ha.

To te nagłe "smyrnięcia historii", kiedy przeszłość - tak bardzo, intensywnie przecież martwa i odległa - paradoksalnie wydaje się nagle niesamowicie żywa i prawdziwa, bo przecież, żeby być martwym, trzeba było być kiedyś żywym.

To odczucie nie jest w gruncie rzeczy nieprzyjemne, chociaż trąci rozkładem.

Skąd ten bełkot?
Takie sytuacje przypomniały mi się kiedy oglądałam (niestety, tylko wirtualnie) dzieła, które tworzy Nicola Samorì. Chciałoby się wtrącić tu jakiś banał w rodzaju "artysta podejmuje dialog z dziełami przeszłości". W znakomitej zresztą części są to dzieła malarzy XVII-wiecznych, więc miłośników tego okresu szczególnie mocno zachęcam do bliższego zapoznania się z twórczością Samoriego. Zdarza mu się jednak równie mocno okopać się na gruncie średniowieczno-renesansowym. Inspiracje są przy tym różnorodne, ze wskazaniem co prawda na Italię, zwłaszcza Północ, z Wenecją na czele, chociaż nie bez pewnych ucieczek za Alpy, do miast niemieckich, Nadrenii, ale i dalej na Południe, do Florencji czasów Bronzina. Ale nie tylko. Łowienie potencjalnych odniesień (czasami wręcz cytatów) stanowi w tym przypadku lwią część przyjemności. 
(Materiał porównawczy w wyborze subiektywnym.) 


Nicola Samorì, Pillow, 2013; źródło: nicolasamori.com

Nicola Samorì, Monk, 2011; źródło: nicolasamori.com

Nicola Samorì, Vertice, 2013; źródło: nicolasamori.com

Nicola Samorì, L'Abietto Venerabile, 2011; źródło: nicolasamori.com.

Antonello da Messina, Zwiastowanie, ok. 1476, Galleria Regionale della Sicilia, Palermo.

Antonello da Messina, Salvator Mundi, 1465, National Gallery, Londyn.

Nicola Samorì, Tavola per l'ospite, 2011; źródło: nicolasamori.com

Nicola Samorì, Scomparsa in Dio (Apoteosi del Vago), 2011; źródło: nicolasamori.com

Rafael, Elisabetta Gonzaga, ok. 1503, Galleria degli Uffizi, Florencja.


Nicola Samorì, Kazimir, 2010; źródło: nicolasamori.com

Nicola Samorì, About Africans (gli occhi nel petto), 2013; źródło: nicolasamori.com

Nicola Samorì, Calice, 2013; źródło: nicolasamori.com




Giovanni Bellini, Pieta, 1455, Accademia Carrara, Bergamo

Nicola Samorì, L'Esitazione di Girolamo, 2012; źródło: nicolasamori.com
Leonardo da Vinci, Św. Hieronim, ok. 1480, Pinakoteka Watykańska




Nicola Samorì, Manto minimo, 2011; źródło: nicolasamori.com

Nicola Samorì, Leibl, 2011; źródło: nicolasamori.com

Nicola Samorì, Vomere, 2013; źródło: nicolasamori.com


Hans Holbein Mł., Martwy Chrystus, 1521, Kunstmuseum, Öffentliche Kunstsammlung, Bazylea.

.

Motywy dawnego malarstwa znikają, rozpadają się, roztapiają, rozpływają. Dzieła Samoriego przypominają trochę jak ślady na piasku, mocno już rozwiane przez wiatr i tylko częściowo czytelne. Zarysy. Szczątki. Odciski. No cóż. Klisze rejestrujące "smyrnięcia historii". 

A jeśli już jesteśmy przy związkach malarstwa dawnego ze sztuką (szeroko rozumianą) współczesną, nie mogę się powstrzymać, żeby nie przedstawić tutaj artystycznego mariażu Piera della Francesca, św. Franciszka i Patti Smith, jak zawsze niezastąpionej.


All the beauty that surrounded him as he walked His nature that was nature itself and I heard him
I heard him speak and the birds sang sweetly
And the wolves licked his feet
But I could not give myself to him
I felt another call from the basilica itself
The call of art, the call of man
And the beauty of the material drew me away

Nie mam nic więcej do dodania. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz